Wywiad z Maciejem Blatkiewiczem – autorem bloga i kanału Maciej Je

author

Ostatnio mamy szczęście do świetnych blogerów, toteż kontynuujemy passę. Tym razem będzie smacznie i aromatycznie. Wszystko za sprawą Macieja, który na blogu i kanale Maciej Je, dzieli się wszystkim co warte jest odnotowania w branży gastro! Zaczynamy!

Dominika Mączka: Pytanie na rozgrzewkę, czyli jakie były początki Twojej kariery blogowej?

Maciej Blatkiewicz: Pierwszego bloga założyłem bodaj w wieku 11 czy 12 lat. Wtedy to był taki typowy blog, w którym pisałem o swoim jakże interesującym życiu (tak mi się wydawało). Jakoś na przełomie gimnazjum i liceum rozkręciłem blog, którego główną tematyką był polski rap – z tego, co pamiętam, miał on swoje stałe grono odbiorców, był czytany. Wtedy jeszcze nie sprawdzałem statystyk, a Facebook wciąż w Polsce nie był zbyt znany, więc nie znam niestety skali tego przedsięwzięcia.

Największy sukces osiągnął blog, który został założony dla żartu – po to, by wyżyć się kreatywnie, poćwiczyć “śmieszność”, a także zająć się czymś, co lubiłem i dalej uwielbiam: jedzeniem. Nazywał się on “Wygrywam z Anoreksją” i “Maciej je” jest jego kontynuacją. Początkowo wraz z grupą znajomych pisałem tam o jedzeniowych głupotkach: były to recenzje budek z kebabem, czipsów, słodyczy czy… mandarynek z Lidla. Z czasem blog zaczął się profesjonalizować i szukaliśmy poważniejszych tematów – sam zacząłem wchodzić głębiej w temat jedzenia na mieście. Lata mijały, kolejne osoby się wykruszały i w końcu blog prowadziłem już w pojedynkę. Postanowiłem też zmienić nazwę, bo żart w niej zawarty przestał mnie bawić i dorosłem do tego, że jednak jest krzywdzący. Tak w telegraficznym skrócie powstał blog Maciej je.

DM: Obecnie prowadzisz nie tylko bloga Maciej Je, ale też fanpage na Facebooku, Instagramie, Twitterze. A do tego dużo vlogujesz! Jak to wszystko ze sobą godzisz i ile czasu poświęcasz swojej pracy?

MB: Z blogiem w zasadzie sytuacja jest taka, że nie dodałem na niego żadnego wpisu od… marca 2019, a i wcześniej dość długo prowadzony był “po łebkach”. Stał się w sumie ofiarą sukcesu na YouTubie. Aktualnie vlogi są najważniejszym elementem mojej działalności – poświęcam na ich produkcję sporo czasu, więc siłą rzeczy, coś musiało na tym ucierpieć. I ucierpiała najmniej opłacalna część mojej działalności, czyli właśnie blog.

Prowadzenie kanału oraz profilów w moich socialach, to w zasadzie praca na pełen etat. A nawet na dwa etaty, bo od dłuższego czasu, będzie już jakieś półtora roku, w mojej działalności pomaga mi Sonia, moja narzeczona. Sama produkcja materiałów video jest pracochłonna – często to wiele godzin na nagranie, a przecież wcześniej niezbędny jest research, a po wszystkim montaż, chyba największy pożeracz czasu. Dodajmy do tego inne kanały social media, a to nie jest tak, że dodanie czegoś na Instagram czy Facebooka zajmuje mi parę minut, tylko dużo, dużo więcej. A to oczywiście nie wszystko, bo dochodzą jeszcze zakulisowe sprawy: koordynacja współprac z markami, odpowiadanie na wiadomości, praca koncepcyjna nad nowymi projektami i wiele, wiele innych.

Trochę jest tak, że “w pracy” jestem po kilkanaście godzin na dobę, choć z drugiej strony praca to po prostu w dużej mierze moje życie. Ale bardzo lubię tę pracę, nie stresuje mnie ona, więc nie narzekam.

DM: Jako agencja marketingu musimy zapytać też o sprawy techniczno-marketingowe 🙂 A więc czy zarówno na blogu jak i Youtube dbasz o kwestie związane z pozycjonowaniem?

  • jak wygląda kwestia SEO na blogu?
  • a jak na Youtube?

MB: Na blogu nigdy nie dbałem o SEO. To działo się samo. Wpisy na blogu w magiczny sposób zawsze bardzo dobrze się pozycjonowały – nie musiałem się nad tym zastanawiać. Sam nigdy w życiu nie tworzyłem wpisów pod SEO, gdyż bardziej liczył się dla mnie stały czytelnik, a nie przypadkowy – takiego miałem z Facebooka.

Na YouTubie sprawa ma się całkiem inaczej. Bardzo dbam o SEO, gdyż dobre pozycjonowanie to połowa sukcesu. Drugą połową jest oczywiście ciekawy content, który ktoś chciałby oglądać, ale najpierw film musi wyświetlić się potencjalnemu widzowi na stronie głównej czy w polecanych. Odkąd w zeszłym roku przeszedłem szkolenie z pozycjonowania treści na YouTube, to kanał wystrzelił w górę. Każdorazowo poświęcam sporo czasu na odpowiednie pozycjonowanie i wydaję mi się, że póki co, idzie mi to całkiem dobrze.

DM: Twój kanał na Youtube subskrybuje ponad 160 tys. osób! Co robić by angażować tak wiele osób i skąd czerpać pomysły na ciekawe filmy?

MB: Nie ma złotego środka. Ważne jest, by “czuć” swoją społeczność, by regularnie sprawdzać statystyki kanału oraz znać popularne wyszukiwania na YouTubie w kategorii, której dotyczy kanał. Przy tym nie można zapominać o tym, by nagrywanie filmów wciąż sprawiało radość, a kolejne materiały nie były tylko wykalkulowane na chłodno na największą możliwą oglądalność i największy zysk. Mimo trzymania się statystyk i podstaw SEO, kanał musi pozostać autorski i autentyczny. Z jednej strony warto słuchać swojej społeczności, z drugiej nie można pozwolić sobie wejść na głowę, bo – po pierwsze – ludzie czasem sami do końca nie wiedzą, czego chcą, a – po drugie – społeczność aktywna w komentarzach, to tak naprawdę ułamek całej społeczności. Wystarczy porównać liczbę komentarzy do wyświetleń.

DM: A jak wygląda sam proces tworzenia filmu na Youtube “od kuchni” ?

MB: Na to pytanie też nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Już samo “szukanie tematu” filmu przebiega różnie. Czasem z góry wiemy, co chcemy zrobić. Wynika to albo z własnego widzimisię, albo z wielu godzin pracy spędzonych nad sprawdzaniem popularnych wyszukiwań na YouTube. Czasem temat filmu przychodzi do nas nagle – tak było np. w przypadku vloga o “Najlepszych burgerach w moim życiu”, czyli relacji z dwóch wizyt w Nase Maso w Pradze. Początkowo to miejsce miało być częścią jednego, dłuższego vloga z czeskiej stolicy, ale posmakowało mi tak bardzo i tak bardzo byłem pod wrażeniem jego jakości, że postanowiłem wrócić tam i opowiedzieć o tym miejscu w osobnym materiale. Nie chwaląc się, był to strzał w dziesiątkę – film obejrzał się znakomicie. W końcu czasem jest tak, że przychodzi do nas marka z jakimś produktem i chcę go zareklamować u nas w filmie. Wtedy zastanawiamy się, jakiemu tematowi mogłaby towarzyszyć i na podstawie tego kręcimy materiał.

Dalsza praca przebiega już w sumie podobnie. Zawsze idziemy coś zjeść i zawsze przy tym nagrywamy. Czasem ograniczamy się do wizyty w jednej restauracji, a czasem do wręcz kilkunastu miejsc rozłożonych w czasie na kilka dni. Istota jest jednak tak sama. Następnie nagrany materiał montujemy – jak trzeba dogrywamy coś w domu. To trwa zwykle najdłużej.

Kolejnym etapem jest publikacja – stworzenie miniatury, wymyślenie słów kluczowych, tytułu oraz opisu. Choć jeśli chodzi o przygotowanie SEO, to o ile jest to możliwe, lepiej sobie wszystko przygotować jeszcze przed nagraniem.

DM: Jestem bardzo ciekawa czy Twoim zdaniem dzisiaj warto jeszcze zaczynać na Youtubie? Jest tam przestrzeń dla początkujących?

MB: Jasne, że jest! Najważniejsze, by… zacząć i się nie zniechęcać. Mi zebranie pierwszego tysiąca subów zajęło około roku. Przez ten rok nieustannie eksperymentowałem i próbowałem znaleźć format, który zarówno będzie podobał się mi, jak i widzom. Nie warto też sobie robić wymówek, zwłaszcza tych dotyczących sprzętu. Na początku o wiele ważniejszych od technikaliów jest sam pomysł – to, co chce się przekazać i w jaki sposób. Wystarczy, że początkującego YouTubera dobrze słychać i jako tako widać. Naprawdę nie potrzeba aparatu za kilka tysięcy złotych. Zaczynałem od telefonu, przerzuciłem się na półprofesjonalny aparat, jak kanał zaczął przynosić pierwsze pieniądze. Na w pełni profesjonalny dopiero przeszedłem w okolicy stu tysięcy subskrypcji.

DM: Jak wyobrażasz sobie przyszłość Youtuba? Czy uważasz, że im bardziej będzie się monetyzować, tym mniej przyjemny będzie dla użytkowników? 

MB: Wydaję mi się, że w przyszłości będzie coraz więcej kanałów dla dorosłych, dla osób powyżej 25 roku życia. Treści dla nastolatków wciąż będą jednak najpopularniejsze, ze względu na większą aktywność odbiorców. Myślę, że widzowie coraz bardziej przyzwyczajają się do monetyzacji treści i wydaję mi się, że na coraz więcej będą przymykali oko. Tak uważam obecnie. Być może za rok stwierdziłbym coś zupełnie odwrotnego – tak szybko się to zmienia.

DM: Jako bloger z 10 letnim doświadczeniem, który z niejedną marką współpracował, jakie rady dałbyś firmom odnośnie influencer marketingu i samej współpracy z blogerami / vlogerami?

MB: Słuchać influencerów i płacić w terminie. Influencer zazwyczaj wie lepiej, co spodoba się, a co nie jego własnej społeczności. Tworzenie reklamowego contentu, który odbiega od tego, co na co dzień publikowane jest w obszarach działalności influencera, raczej mija się z celem. Przedstawię to na swoim przykładzie: wiele marek chce, aby wykorzystać ich produkt, przygotowując jedzenie w domu. Praktycznie nie tworzymy jednak materiałów, w których gotujemy w domu – nasi widzowie chcą przede wszystkim odkrywać nowe restauracje, a nie przepisy.

DM: Kontynuując temat influencer marketingu. Jakie formy współpracy uważasz za najbardziej atrakcyjne (zarówno dla twórcy, odbiorców = fanów, jak i firmy)?

MB: Zależy od tego, co chcę osiągnąć marka. Inne formy współpracy sprawdzą się przy kampanii wizerunkowej, a inne przy sprzedażowej. Czym innym jest marka wchodząca na rynek, a czym innym taka, która jest na nim już od dawna. Każda sytuacja jest inna i wolę rozpatrywać je indywidualnie. Sam najbardziej lubię, kiedy marka jest po prostu partnerem materiału, który chciałem zrobić od dawna i o który od dawna proszą widzowie. W moim przypadku są to odwiedziny różnych miast w Polsce, do których jeszcze nie trafiłem lub którym poświęcałem do tej pory mało miejsca. W przypadku kampanii wizerunkowych, zwłaszcza marek, które chcą dopiero zaistnieć w świadomości moich odbiorców, syty jest i wilk, i owca, i w ogóle wszyscy dookoła.

DM: Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy i Ciebie nie zapytali: gdybyś zaczynał wszystko od nowa, co byś zrobił inaczej? 

MB: Mając tę wiedzę, którą mam dzisiaj, na pewno po prostu do wszystkiego doszedłbym szybciej. Pewnie niektórych filmów bym nie opublikował. Chyba tyle.

DM: I ostatnie pytanie, w myśl słynnego powiedzenia: Nowy rok, nowy ja 😀 Czy masz już konkretne plany i cele na 2020 rok? (zarówno jedzeniowe jak i blogowo/vlogowe? 🙂

MB: Wchodzę w ten 2020 rok bez większych planów, celów i postanowień. 2019 rok był obfity w emocje blogowo-jedzeniowe i nie obrażę się, jeśli 2020 będzie pod tym względem spokojniejszy. Ale zobaczymy, pewnie będzie równie kolorowo.

A na koniec tradycyjne już bio i zdjęcie. 🙂

Maciej Blatkiewicz – YouTuber, który na swoim kanale – Maciej je – pokazuje dobre jedzenie z całego świata. Odwiedza restauracje, knajpki i lokale gastronomiczne w różnych miastach Polski, Europy i na innych kontynentach. Od Szczecina przez Poznań i Warszawę po Kraków i Lublin. Od Lizbony przez Mediolan i Pragę po Lwów i Sankt Petersburg. Od Chicago przez Nowy Jork i Bangkok po Singapur. Swoje materiały publikuje w ramach serii GASTRO VLOG.

maciej je wywiad

Verseo  Darmowa Wycena

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Copyright © 2020 Agencja Interaktywna Verseo - wszelkie prawa zastrzeżone

Polityka prywatności | Witryna wykorzystuje pliki cookies