Wywiad z Eweliną Dymek – zawodową ilustratorką, która tworzy dla najlepszych

author
ewelina dymek ilustratorka

Marketing to nie tylko tuzy branżowych konferencji, prezesi firm analitycznych i narzędzia ocierające się o algorytmy przyszłości. To także… utalentowani artyści, którzy tworzą piękno. Ewelina Dymek – i jej droga ku wielkości – pokazują, że związane są z tym historie bywają niekiedy rodem z amerykańskich seriali! Zapraszam do rozmowy! 🙂

Łucja Stachura: Jak absolwentka Filologii Angielskiej dostaje zlecenie na ilustrację od Washington Post? 

Ewelina Dymek: Zmieniając ścieżkę zawodową i zostając ilustratorką. Od dziecka rysowanie jest moją pasją i przez wiele lat to, co robiłam chowałam raczej do szuflady aż do momentu, gdy ośmieliłam się pokazać swoje prace w internecie, zauważyć komercyjny potencjał tego, co robię i budować swoje portfolio przez kolejnych kilka lat. Pewnego szczęśliwego dnia zlecenie z redakcji Washington Post trafiło do mojej skrzynki SPAM (!) i całe szczęście w porę to odkryłam.

ŁS: Jakie są zalety bycia ilustratorem- samoukiem?

ED: Nikt, żaden nauczyciel akademicki nie miał wpływu na rozwój mojej estetyki, sposobu odbioru sztuki czy techniki, w której pracuję. Często się słyszy o wykładowcach na uczelniach, którzy wręcz ograniczają studentów poszukujących swój własny “głos” zamiast pokazywać różne formy ekspresji i wsparcia ich we własnym wyborze/ścieżce. 

ŁS: Czym Twój styl/ sposób pracy różni się od metod ilustratorów, którzy ukończyli studia w tym kierunku?

ED: Nie wydaje mi się, że mój styl i sposób pracy wynika z braku wykształcenia akademickiego. Ktoś może podobnie podchodzić do tych spraw identycznie jak ja mając za sobą studia na uniwersytecie artystycznym.

ŁS: Jak długo pracowałaś na to, aby “ilustratorka” stało się faktycznie Twoim zawodem i źródłem utrzymania?

ED: Mogłabym powiedzieć, że całe moje życie bo rysuję od najmłodszych lat, ale tak w pełni świadomie potrzebowałam około 3-4 lat rysowania “dla siebie” i pracy na etacie, abym mogła przejść z etatu na własną ilustratorską działalność.

ŁS: Jesteś reprezentowana przez londyńską agencję kreatywną Jamie Stephen Represents – jak się zostaje ich podopiecznym?

ED: Do tego typu agencji (nie mylić z agencją reklamową), która reprezentuje twórców wszelkiej maści (fotografów, ilustratorów, projektantów 3D itp.) dostaje się albo dzięki zaproszeniu przez osobę, która w imieniu agencji poszukuje nowych talentów, albo poprzez wysłanie agencji swojego portfolio. W moim przypadku, to agencja skontaktowała się ze mną i jestem wdzięczna, że zaufała mojemu portfolio, które było wówczas bardzo skromne.

ŁS: Czy zdarza Ci się pracować dla agencji z Polski? Jeżeli tak, czy dostrzegasz różnice w podejściu do zleceń? Czy np. “na zachodzie” masz więcej swobody w kreacji?

ED: Zdarza mi się pracować dla agencji z Polski, ale tych reklamowych, czyli takich, które np. opracowują koncepcję identyfikacji wizualnej produktu klienta i potrzebują np. ilustracji na opakowania produktu, a ja wtedy jestem podwykonawcą. Zdecydowanie więcej kreatywnej wolności mam w pracy z agencjami/klientami zagranicznymi, którzy trochę inaczej postrzegają fach ilustratora – jako specjalistę, osobę, która wie co robi i zna się na tym. W związku z tym bardziej szanują ilustratora i mają większe zaufanie. W Polsce to nastawienie może się zmienia, ale bardzo powoli i wciąż często spotykam się z nastawieniem typu “ale co to za praca będąc rysownikiem?” – ilustracja jest mniej szanowana od fotografii, która od wielu lat dominuje w kreacji.

ŁS: Jesteś ilustratorką od kilku lat. Czy w związku z tym miałaś okazję dostrzec jak ilustracje (reklamowe, czy w książkach) ewoluują? Czy dostrzegalne jest przejście z jednej stylu do drugiego? Czy “coś” ogląda się chętniej niż jeszcze kilka lat temu?

ED: Sezonowość istnieje również w ilustracji. Co jakiś czas pojawiają się nowe trendy, a starsze albo przechodzą modyfikacje albo idą w zapomnienie, choć nie całkowicie – chętnie wracamy do ilustracji retro, która odwołuje się np. do francuskiej ilustracji z lat 50 czy do stylu ilustracji, które znajdowaliśmy w polskich czy rosyjskich książkach dziecięcych z lat 60-80. Obecnie jednym z silniejszych trendów jest ilustracja zbudowana z uproszczonych form geometrycznych, zabawnej kreski i metafor – trafia to w gust nie tylko dorosłego odbiorcy, ale też dzieci.

ŁS: Etat kontra freelancing – Twoje doświadczenia.

ED: Obie formy zatrudnienia mają swoje plusy i minusy. Dużo zależy nie tylko od specyfiki branży, ale też od naszego usposobienia – np. introwertycy zdecydowanie bardziej są produktywni i lepiej się czują zacisznym miejscu pracy, osoby zdyscyplinowane nie potrzebują mieć nad sobą szefa poganiającego do pracy, a jeśli ktoś bardzo ceni sobie stabilność finansową i nie chce “gonić” za pieniądzem to zdecyduje się na etat u kogoś. W moim przypadku bycie freelancerem z własną działalnością gospodarczą oznacza zupełną wolność nie tylko w wyborze zleceń i klientów, ale także w organizacji i stylu pracy. Jestem elastyczna jeśli chodzi o terminy i sama podejmuję kluczowe decyzje, co czasem jest przytłaczające, ale na koniec dnia jest to powód do dumy zwłaszcza dla osoby, która nie uważa się za jakiegoś rekina biznesu. Natomiast wszelkie braki wynikające ze specyfiki mojego zatrudnienia, jak np. brak współpracowników, a co za tym idzie praca w samotności, staram się zrekompensować sobie w życiu prywatnym, towarzyskim.

ŁS: Co pokazałaś na Fashion Drawing podczas Art&Fashion Forum w 2013r.? – czy łączyłaś zawodowe nadzieje z tym zdarzeniem?

ED: Aby dostać się na ponad tygodniowe warsztaty trzeba było przygotować swoje portfolio, w którym dominowała ilustracja mody, gdyż te warsztaty były częścią festiwalu poświęconego modzie. Dzięki pozytywnej ocenie ilustratorki prowadzącej warsztaty Magdy Antoniuk i organizatorki wydarzenia Grażyny Kulczyk mogłam poznać tajniki zawodu ilustratora mody z pierwszej ręki poprzez dyskusje i wielogodzinne zadania praktyczne, których efekty były pokazywane podczas finału festiwalu i były brane pod uwagę w wyłonieniu zwycięzcy warsztatów, a stawka była naprawdę wysoka bo chodziło o dowolny kurs w ofercie renomowanej brytyjskiej Central Saint Martins. To wydarzenie było ważnym momentem w moim życiu i karierze, gdyż dopiero wtedy zaczynałam rozumieć specyfikę zawodu ilustratora i uczyłam się jak połączyć swoją pasję (rysunek) z pracą.

ŁS: Jak zainteresowanie ze strony Grażyny Kulczyk wpływa na rozwój kariery?

ED: Na pewno dodało mi trochę więcej odwagi, a praktycznie wcale jej nie miałam na samym początku mojej drogi. Mniej więcej od tego momentu zaczęłam pokazywać swoje prace w internecie, bardziej eksperymentować i szukać swojego stylu.

ŁS: Dostajesz zlecenie – w jaki sposób przystępujesz do pracy nad nim (i ile czasu to przeciętnie zajmuje?)

ED: Zwykle zaczynam od przeczytania briefu od klienta, następnie przechodzę do researchu, podczas którego zgłębiam się w dane zagadnienie/temat. Na tym etapie tworzę już pierwsze luźne i bardzo niedokładne szkice, które służą mi do wybrania najciekawszej koncepcji i kompozycji – może mi to zająć od 2h do 2 dni. Kolejnym etapem jest przygotowanie dokładniejszych szkiców wybranych pozycji i przesłanie ich do klienta, który z kilku opcji wybierze jeden. Po akceptacji wybranego szkicu, przechodzę do wyrysowania finalnej ilustracji z uwzględnieniem dobranej palety kolorystycznej, co może zająć mi od 2 do 7 dni roboczych w zależności od stopnia skomplikowania projektu.

ŁS: Czy ilustratorom potrzebne jest wykonanie researchu – i na czym on polega?

ED: Moim zdaniem jest to niezbędny etap pracy. Podczas niego poznaje się bliżej temat, z którym ma się pracować po otrzymaniu briefu. Klient przychodzi z problemem, a moim zadaniem jest rozwiązać ten problem – jak odpowiednio wizualnie przedstawić założenia klienta, aby np. zwiększyć sprzedaż jego produktu czy właściwie go wypromować. Podczas researchu nie tylko zbieram informacje na temat zagadnienia pod kątem merytoryki, ale także tworzę sobie tzw. moodboard, w skład którego wchodzą rozmaite materiały (zdjęcia, video, rysunki, wzory, rzeźba, architektura itp itd), które będą mi służyć za inspirację w nadaniu odpowiedniej atmosfery/klimatu mojego finalnego produktu, czyli ilustracji.

ŁS: Jakich narzędzi używasz do pracy?

ED: Ołówków o twardości od H do 8B, bloku rysunkowego, czasem akwareli lub farby akrylowej do robienia swoich tekstur, skanera i Adobe Photoshop.

ŁS: Sama prowadzisz swoje konta w social media – jak się tam promujesz?

ED: Tak, nie potrafiłabym oddać tego komuś innemu choć czasem pochłania to dosyć sporo czasu. Bardzo zależy mi na byciu autentyczną nie tylko w świecie rzeczywistym, ale też w cyfrowym, dlatego pokazuję jak wygląda moja praca jako ilustratorka bez upiększania jej na siłę. Jest to po prostu zawód – są małe lub większe sukcesy, satysfakcja z udanej współpracy, możliwość pracy zdalnej, zgłębianie się w ciekawe tematy, ale są też chwile zwątpienia, wypalenia się, wielogodzinna praca, niestabilność finansowa, krytyka od klienta i wiele innych spraw, które tak ładnie nie prezentują się na instagramowej ścianie, ale chcę je również pokazać. Lubię być w kontakcie z moimi odbiorcami, więc kulisy mojej pracy i też życia pokazuję w formie Stories na Instagramie, natomiast na feed dodaję głównie zdjęcia skończonych projektów lub projektów w trakcie realizacji. Posiadam fanpage również na Facebooku, ale zdecydowanie łatwiej jest mi dotrzeć do nowej grupy odbiorców i nawiązać z nimi kontakt na Instagramie.

ŁS: Czy dzięki instagramowi naprawde można zyskać ropoznawalność i lukratywne propozycje? Czy przez ten kanał odzywają się klienci?

ED: Oczywiście, każdy z nas zna na pewno wiele przykładów. Zdarzają się tacy klienci, którzy kontaktują się ze mną za sprawą Instagram, ale zdecydowanie częściej jednak zapytania pojawiają się przez portale branżowe, np. Behance, gdzie znajdziemy twórców rozmaitych dziedzin.

ŁS: Co najbardziej lubisz/cenisz w swojej pracy?

ED: Różnorodność zleceń – zauważyłam, że im jestem starsza, tym trudniej jest mi się zadowolić długotrwałą pracą nad jednym tematem. Możliwe, że wynika to z czasów, w których żyjemy, treści szybko się zmieniają. Dokształcanie się w tematach poza strefą moich zainteresowań i wiedzy. Elastyczność – możliwość dostosowania godzin pracy niezależnie od pory dnia. Zdalny charakter pracy – możliwość pracy z klientem niezależnie od mojego czy jego miejsca pobytu.

ŁS: Jakie było najciekawsze zlecenie, jakie wykonywałaś?

ED: Trudno jest mi je wybrać, ale myślę, że będzie to akurat moje pierwsze zlecenie po dołączeniu do reprezentującej mnie agencji. Zarząd Mayfair Hotel zlecił mi wykonanie ilustracji i własnoręcznego namalowania muralu na kilkunastometrowej ścianie hotelu znajdującego się w samym centrum Londynu. Moim zadaniem było podkreślenie ekskluzywnego charakteru wówczas odświeżanego cocktail baru w tym hotelu. Malowanie było utrudnione przez panujące warunki meteorologiczne, toteż godziny pracy bywały szalone (kilkunastogodzinne sesje przeplatane często w środku nocy). Mimo wszystko, było to niesamowite tygodniowe doświadczenie, podczas którego spotkałam się z naprawdę ciepłym przyjęciem i zainteresowaniem przechodzących obok mnie Londyńczyków.

ŁS: Ile zleceń miesięcznie jesteś w stanie przyjąć i wykonać?

ED: Wszystko zależy od stopnia złożenia projektu – ilości ilustracji, których potrzebuje klient. W związku z tym w miesiącu potrafię wykonać średnio od 3 do 8 zleceń.

ŁS: Jak zbierasz pomysły i szukasz weny?

ED: Pomysłów szukam wszędzie, najczęściej jednak największym źródłem inspiracji jest po prostu internet. Inspirują mnie zasłyszane historie, obejrzane zdjęcia i filmy, pozorna perfekcja, przesłuchane albumy muzyczne, moda, pojawiające się i znikające trendy, współczesne relacje międzyludzkie. Znaczącym źródłem inspiracji jest dla mnie motyw kobiety – ich wewnętrzna siła, sensualność i sprzeczność.

ŁS: Czy masz określone cele zawodowe na najbliższe 2 lata? (+jakie?)

ED: Mam, ale póki ich nie zrealizuję, wolę o nich nie opowiadać, aby nie zapeszyć. 😉

ŁS: Jakie rady dałabyś osobom, które chciałyby pójść w Twoje ślady?

ED: Rysować, rysować i jeszcze raz rysować. Nic samo nie przyjdzie, a wielogodzinne sesje przy kartce zbliżą nas do pierwszych zleceń. Warto dogłębnie poznać swój warsztat i technikę, aby móc swobodnie realizować założenia klienta i zoptymalizować swoją pracę. Poza tym, nie bójmy się eksperymentów bo to właśnie dzięki nim odnajdziemy styl wyróżniający nas spośród innych ilustratorów. Nie obawiajmy się także krytyki, zawsze nas spotka, a jeśli jest ona konstruktywna, tym lepiej dla nas bo możemy wyciągnąć wnioski i rozwijać się. Oprócz warsztatu, liczy się również biznesowe/marketingowe podejście do sprawy, czyli pokazujmy się w sieci, bądźmy konsekwentni w wyborze swoich prac i budowania z nich portfolio, uczmy się się rozmawiać z klientem na temat tego, czego potrzebuje, a nie tylko eksponujmy swoje ego w zleceniu i nie uciekajmy od komercji bo w końcu fajnie jest jednak zarabiać swoją pasją.

A na koniec tradycyjnie już – krótkie bio:

ewelina dymek

Ewelina Dymek

Z wykształcenia filolog angielski, z zamiłowania ilustratorka i projektantka graficzna. Inspiruje ją kobieca natura – jej wewnętrzna siła, sensualność i sprzeczność. Uwielbia zagłębiać się w detalu i ekspresyjnych gestach.

Reprezentowana jest przez londyńską agencję JSR Agency, a dzięki jej wieloletniemu doświadczeniu może pochwalić się w portfolio projektami m.in. dla: Bank of America, The Washington Post, Condé Nast, Kiehl’s, Nautrogena, Phyto, Playboy, Vanity Fair, David Morris – The London Jeweller, Alpro, Hunter, Falconeri czy GQ.

Poza rysowaniem jest fanką mody i klimatów rodem z filmów Wesa Andersona. Zaczytuje się w reportażach, kupuje kolejną roślinę do domu i ćwiczy jogę.

Verseo  Darmowa Wycena

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Copyright © 2019 Agencja Interaktywna Verseo - wszelkie prawa zastrzeżone

Polityka prywatności | Witryna wykorzystuje pliki cookies